Home » Wiedza, Wydanie nr 126

Sam zapał nie wystarczy – wywiad z Grzegorzem Święchem, prezesem AIP

18 grudnia 2010

– W Polsce robi się moda na przedsiębiorczość. Ale młodzi ludzie wciąż boją się postawić na prowadzenie własnego biznesu – uważa Grzegorz Święch, prezes Fundacji Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości.

Źródło: Start up (Magazyn Polski Przedsiębiorczej, Nr 8/2010)
Autor: Paweł Rusak

SAM ZAPAŁ NIE WYSTARCZY
Wywiad z Grzegorzem Święchem, prezesem Fundacji Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości.

Parafrazując tytuł jednego z programów telewizyjnych, zapytam przewrotnie: „Co z tą przedsiębiorczością?”. Jaka przyszłość czeka młodych biznesmenów?

Myślę, że przedsiębiorczość rozwija się dobrze, aczkolwiek dzieje się to wciąż dość wolno. Ciągle istnieje bariera wśród młodych ludzi – boją się postawić na prowadzenie własnego biznesu. Na dodatek przeszkadza im spora bariera finansowa – wchodząc w dorosłe życie, nie mają odpowiedniego kapitału na to, aby swoją działalność rozpocząć. Niestety problemem jest również to, że w umysłach młodych ludzi pokutuje przeświadczenie, że do prowadzenia biznesu potrzebne są duże nakłady finansowe.

Dużo tych problemów. Czy to one są odpowiedzialne za niepowodzenie części firm?

Raczej niedostosowanie swojego pomysłu do realiów, nieprzygotowanie całego schematu działania oraz niekiedy zbyt wygórowane oczekiwania co do szybkości uzyskiwania i rozmiaru przychodów. Wymienione wcześniej bariery są raczej mentalne. Wszak nasze doświadczenia pokazują, że nakłady początkowe na własną działalność wcale nie muszą być duże. Wystarczy dobry pomysł, zaś jego autor musi mieć pasję, zapał, determinację do działania i niezłomność w dążeniu do celu. To wystarczy, aby pomysł zaczął zarabiać. Mamy tysiące przykładów na sprawdzalność tego modelu.

Nic dziwnego, że preinkubacja w wykonaniu AIP jest wyjątkiem na skalę międzynarodową.

Prawdą jest, że nie mamy żadnego równego sobie podmiotu w Europie w tym obszarze działalności.

Nie oznacza to wcale, że Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości stoją w miejscu.

Bynajmniej. Nie ma instytucji, która tworząc produkt, jest w stanie dystrybuować swój wyrób w niezmienionej przez lata formie. A jednocześnie nie bać się konkurencji. Takich możliwości nie ma. Preinkubacja nie odbiega od praw rynku. Widzimy to również po naszych beneficjentach – są coraz bardziej wymagający, ponieważ wymagający jest również rynek. Dlatego potrzebują od nas nowych usług i rozwiązań.

Jakich?

Przede wszystkim wymagają dynamizmu. To, co wystarczało im jeszcze 2-3 lata temu, dzisiaj jest niewystarczającym pakietem świadczeń. Samo udzielenie osobowości prawnej dawało młodym biznesmenom pełnię szczęścia. Dzisiaj to jest zaledwie początek. Dlatego właśnie staramy się oferować nowe usługi oraz inne benefity. Jesteśmy żywo zainteresowani co ciekawszymi projektami, które mogą osiągnąć sukces nas rynku lokalnym oraz za granicą. Stawiamy na skalowalność pomysłu – z tym wiąże się inny wachlarz usług, które przygotują młodych na rynki globalne. Tworzymy programy, które pozwalają zainwestować w najciekawsze pomysły biznesowe, wesprzeć je finansowo i merytorycznie, aby osiągnęły sukces. Tworzymy również siatkę kontaktów na całym świecie – począwszy od Chin, przez USA i Wielką Brytanię. Dlatego firma, która osiągnie sukces w Polsce, będzie mieć produkt skalowalny i zwalidowany, i może liczyć na naszą pomoc w zaistnieniu na rynkach międzynarodowych.

Niektórzy twierdzą, że to obecnie jedyny sposób na naprawdę duży sukces, ponieważ polski rynek jest zbyt mały dla wszystkich. Czy to oznacza, że skalowalność jest przyszłością preinkubacji?

Na pewno jest podstawowym warunkiem międzynarodowego sukcesu. Należy stwierdzić, że na rynku lokalnym produkt da się przetestować, zapewnić mu dystrybucję. Następnym etapem może być rynek ogólnopolski, który pozwoli sprawdzić, czy konsumenci z innych miast tak samo postrzegają nasz produkt/usługę. Rynki europejskie, azjatyckie i amerykańskie natomiast dają nieporównywalną skalę działania. Trzeba mieć świadomość, że tamte rynki są również wymagające i produkt musi być po prostu dobry.

Poza tym bardzo różnią się od naszego.

Oczywiście. Przykładowo nie będziemy eksportować surowych ryb lub alg do Japonii – to byłby absurd. Myślę, że w Polakach wciąż pokutuje niedocenianie własnej wartości. Nadal wydaje nam się, że jesteśmy małym krajem i powinniśmy ograniczać się tylko do naszego kraju. Za granicą zaś kraje rozwinięte – jak USA, Chiny czy Wielka Brytania – są chłonne na nowe, ciekawe pomysły z Europy.

Ich pomysłowość się wyczerpuje?

Nie posądzałbym ich o wyczerpanie kreatywności. Raczej uważam, że kraje dojrzały do świadomości, że dobre pomysły mogą się sprawdzać na dowolnych kontynentach. I nie należy się zamykać na jakieś rozwiązanie tylko dlatego, że pochodzi z Polski, Austrii, Węgier czy Brazylii. Ludzie mają ciekawe pomysły na całym świecie i sądzę, że nasz kraj również powinien podążać w tym kierunku.

Czy Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości będą swego rodzaju forpocztą takich właśnie zmian na polu promowania przedsiębiorczości?

Inkubatory nie będą szły jedną ścieżką. Nieprawdą byłoby powiedzenie, że teraz szukamy tylko wielkich pomysłów, które są skalowalne i które mogą osiągnąć sukces międzynarodowy. Naszą ideą jest pomaganie młodym ludziom zakładać własny biznes i zaistnieć z nim na rynku. Generalnie wyróżniłbym trzy typy beneficjentów. Do pierwszego należą ci, którzy mają duże i międzynarodowe ambicje oraz pomysł skalowalny i zwalidowany, któremu możemy pomóc. W drugiej grupie są ludzie, których pomysły sprawdzą się świetnie na rodzimym rynku, ale raczej nie mają szans na powodzenie za granicą. Są również tacy, którzy bardzo chcą pracować na własny rachunek, ale nie do końca wiedzą, czym miałaby się zajmować ich firma. Dla takich osób chcemy poszukiwać gotowych formatów, które zainspirują ich do działania. To swoiste przepisy na własną firmę.

To dość ambitne zadanie.

Nie da się ukryć, że tym osobom jest relatywnie najtrudniej pomóc. Nie wystarczy sam zapał. Szukamy gotowych formatów, ale nie chcemy wymyślać za innych koncepcji firmy. Bezpośrednie doradztwo jest również dla nas fizycznie niemożliwe. Osoby bez konkretnego pomysłu są dla nas – relatywnie – najbardziej wymagające i czasochłonne.

Trochę jak katalogi projektów domów jednorodzinnych.

Po części tak. Przykładowo może to być zestaw firm dla humanistów o specjalności psychologia. Radzimy np., że można otworzyć gabinet, wykonać nową specjalizację i świadczyć usługi coacha lub wyspecjalizować się w doradztwie biznesowym. Tak chcemy pomagać. Oczywiście nie będzie to skrajna innowacja, ale założeniem całego podręcznika jest właśnie powtarzalność koncepcji w różnych warunkach. Chcemy dać bodziec, ponieważ wiemy, że innowacje nie zawsze rodzą się od razu. Nikt nie wymyślił od razu Google’a, Facebooka czy Intela. Ci ludzie zaczynali – na ogół – od prostych rzeczy, a dopiero później wpadali na jakieś rozwiązania, które sprawiały, że te produkty stawały się innowacyjne. Taka przecież jest historia samolotu. Samo stworzenie maszyny nie było by innowacyjne gdyby nie fakt wykorzystania jej do transportu ludzi, rozpoczął wielką rewolucję. To była prawdziwa innowacja. Dlatego zachęcamy młodych ludzi do założenia biznesu – nawet właśnie typowego i powielanego – aby potem szukali innowacji w danej dziedzinie.

Nie zawsze musi to być coś przełomowego.

Niekiedy nawet coś, co wynika z potrzeby lub okoliczności. Podam przykład szkoły językowej, z usług której sam korzystam. Na początku nauka odbywała się w tradycyjny sposób – w siedzibie szkoły. Kiedy jednak nie miałem możliwości się pojawiać, wówczas szkoła zaproponowała, że lektor będzie przyjeżdżał do mojego miejsca pracy. Było mi to bardzo na rękę. Jednocześnie moi koledzy z firmy również zaczęli korzystać z usługi i formy nauki tejże szkoły. Jednak po pewnym czasie miałem problem z tym, aby wygenerować czas na lekcję stacjonarną. Byłem bardzo często na wyjeździe służbowym i niespełna dwa dni spędzałem w siedzibie firmy. W tym momencie moja szkoła zaproponowała, abyśmy spróbowali uczyć się przez telefon. Przetestowaliśmy to kilka razy i zaczęło mi to odpowiadać. Moi koledzy robili to samo. Później zaś dodatkowo firma wprowadziła usługę nauki przez Skype’a. I tak nieustannie jestem uczony przez tego samego lektora, chociaż w tym czasie przeprowadziłem się z Wrocławia do Warszawy. Wystarczy znaleźć wyznaczniki rynkowe, zastosować je w swojej firmie, a przynajmniej przez pewien czas pozwolą na wyprzedzenie konkurencji.

Co jeszcze AIP szykuje w przyszłości?

Przede wszystkim wprowadzona zostanie nowa infrastruktura i estetyka lokalnych Inkubatorów. To będzie absolutnie podstawowa zmiana. Nasze mocno nowoczesne lokale z nowatorską koncepcją architektoniczną niewątpliwie się wyróżniają. I nawet z samej ciekawości może zachęcić do zajrzenia do środka. Tym samym mogą pobudzić do działania – sugerują dynamikę, otwartość i nowoczesność, przez co pośrednio motywują również do odważnego działania. Sama formuła architektoniczna jest nową jakością, której rynek zdecydowanie oczekuje. Nikt nie chce pracować w szarym ponurym wnętrzu wygospodarowanym przez przypadek. Młodzi chcą mieć ładne, przyjazne i intrygujące miejsce do pracy. Nowym elementem – związanym z merytoryką naszej działalności – jest aspekt społecznościowy. Nie da się przecież ukryć, że ktoś może natknąć się na problemy z rozwojem własnej firmy. Jeżeli ludzie samodzielnie nie mają pomysłu na jakieś usprawnienie, to zawsze mogą – teoretycznie – liczyć na pomoc innych, podobnych sobie, młodych biznesmenów. Wówczas jest większe prawdopodobieństwo, że znajdzie się odpowiednie rozwiązanie. Tworzymy pewne panele umożliwiające przepływ doświadczeń. Trzecim elementem jest program inwestycyjny. Na niego właśnie kładziemy obecnie największy nacisk.

Czemu?

Chcemy szukać talentów i wspierać je finansowo. Oferujemy 100 tys. zł, obejmujemy 15 proc. udziałów i pomagamy rozwijać spółkę. To pierwsza faza całego programu, gdzie chcemy dopracować produkt. W następnej fazie przeprowadzamy rundę z dużymi inwestorami – polskimi i zagranicznymi – którzy będą w stanie w tę firmę zainwestować. Jesteśmy w stanie również pomóc w zupełnie nowatorski na polskim rynku sposób. Współpracujemy z partnerami z różnych krajów i dzięki temu będziemy mogli daną firmę wystawić, czyli pokazać inwestorom, np. w Dolinie Krzemowej lub wysłać naszą firmę do Wioski Technologicznej w Chinach. Tam właśnie młodzi Polacy mogą otrzymać infrastrukturę, wsparcie merytoryczne, a nawet dostęp do bazy kontaktów.

Wszystko wskazuje, że na przyszłość można patrzeć przez różowe okulary. Jak jednak według Pana należy postrzegać mijający rok? Czy można mówić o dużych zmianach?

Nie można mówić o diametralnej zmianie w mentalności w ciągu jednego roku. To są procesy długotrwałe i wieloletnie. Na pewno natomiast można było zauważyć, że przedsiębiorczość staje się czymś bardzo popularnym. Mam wręcz wrażenie, że robi się moda na przedsiębiorczość. Chociaż nie lubię słowa „moda”, ponieważ sugeruje chwilowość, to można zauważyć, że coraz więcej instytucji zaczyna wspierać przedsiębiorczość i promować ją jako postawę życiową. To szalenie istotne, ponieważ to będzie procentować w następnych latach i odegra dużą rolę w zmianie mentalności. Wśród ludzi w Inkubatorach obserwuję pozytywne myślenie – nie myślą w kategoriach porażki. Czasem ten optymizm jest nadmierny. Ale i tak, na tym etapie działania, lepszy jest nadmierny optymizm niż pesymizm. W młodych przedsiębiorcach jest na tyle dużo samozaparcia i dyscypliny, że udowadniają, jak wiele można osiągnąć. Nawet na przekór przeciwnościom.