Co ma wódka do lasera ? Przeczytaj wywiad z Markiem Borowskim.
– Polska nie ma swoich marek na świecie. Poza wódką rzecz jasna. Jeśli więc nie położymy nacisku na innowacyjność, to przegramy jako kraj – mówi Marek Borowski, wicepremier, szef SDPL i członek Rady Programowej Polski Przedsiębiorczej.
Autor tekstu: Paweł Rusak
Źródło: Start up (Magazyn Polski Przedsiębiorczej, Nr 6/11)
INNOWACJA PRZEDE WSZYSTKIM
– Nasz kraj powinien wspierać innowacyjnych przedsiębiorców, ponieważ tylko w ten sposób Polska ma szansę na wyrobienie sobie marki w świecie – mówi Marek Borowski, wicepremier, szef SDPL i członek Rady Programowej Polski Przedsiębiorczej.
Jak Pan postrzega poziom przedsiębiorczości wśród młodych ludzi?
Tak naprawdę nie specjalizuję się w tej tematyce. Niemniej wiem, że – tak jak w przypadku innych zjawisk – zawsze trzeba patrzeć na młodych Polaków przez pryzmat reszty Europy i świata. To, że stosunkowo niski procent młodych Polaków myśli o założeniu firmy, specjalnie mnie nie dziwi, ponieważ wymaga to zmysłu przedsiębiorczości.
Aczkolwiek według badań Eurobarometru połowa polskich studentów chce założyć swoją firmę.Jesteśmy pod tym względem najlepsi w Europie.
To bardzo dobrze. Wcześniej mówiło się o 15 proc. i komentatorzy ubolewali nad tak niskim poziomem myślenia o prowadzeniu własnej działalności. Nie ma się jednak co łudzić, że 50 proc. czy nawet więcej studentów będzie chciało na 100 proc. założyć własną firmę.
Niestety bowiem w wielu przypadkach na chęciach się kończy. Wielu młodych ludzi skarży się na zbyt wysoki poziom biurokracji. Co tak naprawdę należałoby zrobić, żeby młodzi chęć przekuli na konkretne działanie?
Każdy kto myśli o tym, żeby prowadzić własną działalność, natychmiast zadaje sobie również pytanie, czy temu podoła. To naturalny etap w postępowaniu przy tak poważnych decyzjach życiowych. Wiąże się to przecież z określonym ryzykiem, a jednocześnie konieczne staje się posiadanie pewnych środków finansowych oraz specjalistycznej wiedzy biznesowej. Mimo to można powiedzieć, że recepta jest dość prosta i często powtarzana.
To znaczy jaka?
Po pierwsze niezbędna jest prostota sposobu założenia własnej firmy. Co za tym idzie wśród osób myślących o własnej działalności gospodarczej powinna funkcjonować świadomość, że procedury są proste. Jeśli wśród młodych ludzi będzie świadomość, że nie jest to nic trudnego, to zapewne częściej podejmą taką decyzję. Niedawno byliśmy świadkami dyskusji, które toczyły się wokół „jednego okienka”, z którego w sumie nic dobrego nie wyszło. One jednak – dyskusje – pokazywały, że założenie firmy to droga przez mękę. W 1989 roku weszła tzw. ustawa Rakowskiego, czyli o swobodzie działalności gospodarczej. Wprowadziła ona zasadę: to, co nie jest zabronione – jest dozwolone. I to sprawiło, że założenie firmy było łatwe i szybkie. Wtedy powstało ich bardzo dużo.
Teraz jednak mamy inne czasy.
Oczywiście. Uważam jednak, że drugim elementem powinien być dostęp do środków. Wszelkiego rodzaju fundusze pomagające na starcie, fundusze gwarancyjne – odgrywają wielką rolę w całym procesie pomnażania liczby firm. Trzeci zaś warunek jest w jakimś stopniu wypełniany przez Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości. To działanie szerokie, które nie tylko wspiera, ale przede wszystkim zachęca młodego człowieka do brania własnej przyszłości we własne ręce. Tutaj ktoś młodej osobie pomoże, doradzi, a nawet w jakimś stopniu będzie współprowadził biznes. To bardzo ciekawa i istotna dla naszego kraju droga działania. Sądzę też, że być może Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości powinny otrzymać pomoc ze strony państwa. Byłoby to najbardziej perspektywiczne rozwiązanie, ponieważ wiadomo, jak AIP działają. Tam młodzi ludzie otrzymują pomoc w realizacji własnej działalności. Można przyjść, porozmawiać i przekonać się co do tego. Te trzy elementy powinny sprawić, że młodzi ludzie przejdą od samego wyrażania chęci do faktycznego zakładania własnej firmy.
To poważne zadania – również dla ustawodawców. Czy są jeszcze jakieś inne elementy – przeszkody, które wciąż odciągają młodych od własnego biznesu?
Owszem. Czwartym elementem – szalenie ważnym – jest przejrzystość gospodarki i skuteczne zwalczanie korupcji. Firmy bardzo często biorą udział w przetargach – w tym publicznych. Nie może być przeświadczenia, że nawet młody biznesmen nie może z zasady wygrać przetargu. Co z tego, że nie ma doświadczenia i jest młodą osobą, skoro oferuje wysoką jakość usług lub produktów. Jeżeli jest przeświadczenie odwrotne – że aby coś osiągnąć, trzeba „dać w łapę” – to nigdy młodzi nie będą chcieli konkurować z dużymi firmami. Wyjdą z założenia następującego: ja – młody przedsiębiorca – nie mam pieniędzy na łapówkę, więc nie dam i odpadnę w przedbiegach. Takie przeświadczenie strasznie zniechęca młodych przedsiębiorców. Do tych czterech elementów mógłbym dodać również działalność mediów – przede wszystkim telewizji publicznej. Powinna ona pokazywać jak zakładać i prowadzić biznes, ale również przedstawiać osoby, które osiągnęły sukces. Nie chodzi o prezentowanie od razu takich osób, które można nazwać polskim Billem Gatesem. Lepiej, żeby były to raczej małe firmy, niezależne osoby, które przedstawiłyby proces dochodzenia do jakiegoś sukcesu. To upowszechniałoby świadomość, że jest to możliwe.
Jeśli młodzi ludzie dali się namówić na własny biznes i zaczęliby zakładać firmy na potęgę – co w praktyce oznaczałoby to dla naszego kraju? Teoretycznie jest to oczywiste – lepszy wzrost gospodarczy. Ale co jeszcze?
Oczywiście części firm by się nie powiodło, bo jest duża konkurencja. Ale w wyniku tej operatywności polska gospodarka stałaby się bardziej innowacyjna. Tego nam szalenie brakuje. Polska nie ma swoich marek na świecie – poza wódką rzecz jasna…
…i ewentualnie Chopinem.
Dokładnie. Jeżeli zaś chodzi o wyroby przemysłowe lub usługi, to właściwie nie istniejemy w świadomości globalnej. Mamy co prawda świetnych informatyków, ale to nie przekłada się na polską markę.
Przykładem tego może być choćby fakt, że niewiele osób zdaje sobie sprawę, że technologia Blue Ray jest w dużej mierze dziełem polskich badaczy.
To mnie martwi. Szczególnie, że bardzo kibicowałem tym naukowcom. Właściwie od lat towarzyszyłem pracom nad niebieskim laserem. Starałem się, żeby jego twórcy otrzymali środki. Niestety w Polsce nie było przekonania, że trzeba w coś zainwestować – nawet bez gwarancji zwrotu wkładu – aby ewentualnie później cieszyć się sukcesem. Byłem w laboratorium naukowym i urządzenia z wykorzystaniem właśnie niebieskiego lasera zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Niestety ostatecznie całość skomercjalizował zupełnie ktoś inny. Innowacyjność rodzi się zarówno ze wzrostem środków na badania jak i konkurencji wewnętrznej. To jest kluczowa sprawa dla Polski, ponieważ nie mamy nic innego. Możemy jeszcze szczycić się stosunkowo niskimi płacami i niskimi kosztami pracy, ale to się zapewne za kilka lat skończy. Jeśli więc nie położymy nacisku na innowacyjność, to przegramy jako kraj.




